Głównie, ale nie tylko, o koszykówce
Blog > Komentarze do wpisu

Alfabet Anwilu 2015

A jak ARMAGEDON – 12. miejsce zajął Anwil Włocławek w poprzednim sezonie, czyli tym samym w maju i czerwcu w koszykówkę w Hali Mistrzów nie grano. I nie grano nawet w play-off, po raz pierwszy od czasów dinozaurów.

B jak BILANS – Niestety po raz pierwszy od dawna negatywny. Bardzo dobry rezultat z obecnego sezonu (10:4) niestety nie zrekompensował słabizny poprzednich rozgrywek (10:20), więc ostatecznie Anwil jest na minus cztery – 20:24.

C jak CZARNA KAWAFiedja, jakiś obiad może?Ni, ili kawa możet bytć! Tolka ciorna! – odpowiedział Fiodor Dmitriew tuż przed tym, jak mieliśmy zrobić pierwszy wywiad. Podczas konwersacji o koszykówce nasza rozmowa nie raz, nie dwa schodziła na tematy poboczne, stąd wiem, że Sankt Petersburg to w slangu SanPi, a Rosjanin ze swojego domu do hali treningowej Spartaka ma… 25 kilometrów. No i na własnej skórze przekonałem się, że prawdą jest co o nim mówią: zabawny, dowcipny, nieustannie z humorem. – Czarna kawa dobra! Trzy filiżanki dziennie hamują choroby serca, więc ja dla pewności piję co najmniej pięć! Związku z moimi problemami zdrowotnymi, ja również przerzuciłem się na gęstą czarną bez mleka.

D jak DUET NA JEDYNCE – Posądzano trenera Igora Milicicia o ryzyko, gdy do Kamila Łączyńskiego dobierał Roberta Skibniewskiego. A że się nie lubią, a że obaj do siebie podobni, a że pokłócą się o miejsce w piątce. Nic podobnego! Obaj grają efektywnie i przede wszystkim grają tak, że dzisiaj coach mówi: Robią to, czego dokładnie od nich wymagam. Nie patrzę na ich punkty ani asysty. W ogóle nie jest to ważne. Ja tymczasem mogę jednoznacznie zaprzeczyć jakoby obaj nie przepadali za sobą, a myślę nawet – co więcej – że im samym bardzo podoba się opcja, wedle której dwóch polskich playmakerów prowadzi Anwil do kolejnych zwycięstw.

E jak EUROPA I USA TO ZA MAŁO – O ile jeszcze w pierwszej części roku klub kręcił się wokół własnego komina lub wychylał się nieco w kierunku Stanów Zjednoczonych, o tyle od momentu zmiany trenera zdecydowanie poszerzyło się spektrum poszukiwań. Był więc Zane Knowles z Bahamów, który zataił kontuzję, następnie Kurt Looby z Antiguy i Barbudy, który kontuzji doznał, aż wreszcie Kervin Bristol z Haiti, który póki co zdrowy. Oczywiście cała trójka ma paszporty amerykańskie i na stałe mieszka właśnie w USA. Podobnie jak Champ Oguchi, po pochodzeniu Nigeryjczyk.

F jak FREKWENCJA – 2867 osób to największa widownia w Hali Mistrzów w zeszłym sezonie (w styczniowym meczu z Polskim Cukrem), tymczasem najniższa w obecnych rozgrywkach to… 2744. O ile w pierwszej części roku 2015 średnia widownia w dziewięciu meczach wyniosła 1960,8 kibica na mecz, o tyle w siedmiu spotkaniach w ostatnich tygodniach wzrosła do aż… 3175,4! Co ciekawe, karnety na mecze Anwilu sprzedawały się jeszcze grubo po rozpoczęciu rozgrywek, natomiast w czasie świąt do biura zgłosił się dżentelman chcący nabyć karnet VIP. I klub niestety – z powodu braku miejsc – musiał odmówić.

G jak GDYŃSKA KATASTROFA – Porażka 65:100 w hali Gdynia w meczu z Asseco w poprzednim sezonie była najgorszym koszmarem i apogeum nieszczęścia zespołu w rozgrywkach 14/15. Po tamtym meczu w wyniku nieporozumienia w komunikacji obraził się na mnie Seid Hajrić, ale na szczęście gdy przyjechał do Włocławka z Rosą Radom, rozmawialiśmy już normalnie.

H jak HIMALAIZM – Podobna sytuacja, co z Fiedją. Wywiad z Bartkiem Diduszką, minuty upływają, a my już dawno zakończyliśmy rozmowy o koszykówce, natomiast Bartek z zacięciem opowiada o Mount Everest, Broad Picku, K2 czy Lhotse. Wyjaśnia co to styl alpejski, jak długo można przebywać w tzw. strefie śmierci, czym jest hipoksja, jakie zdolności nosowe miał Jerzy Kukuczka, który – takie mam wrażenie – jest dla niego kimś więcej, niż tylko pierwszym polskim zdobywcą wszystkich ośmiotysięczników. Minuty zatem upływają, ja dopijam kolejną kawę (Bartek je bezglutenowo, odżywa się superzdrowo, więc o żadnej kawie mowy być nie mogło) i zmieniają się tylko postaci: po Kukuczce – Berbeka, Wielicki, Rutkiewicz, Heinrich, Kurtyka…

I jak IGOR MILICIĆ – Człowiek-perfekcja. Wszystko pod kontrolą, wszystko dopięte na ostatni guzik. I nie są to puste słowa. Jak wszystko, to wszystko: każde zdanie z tekstu czy wywiadu sprawdzone, każdy trening rozpisany w specjalnym kalendarzu-notatniku, każdy mecz sprawdzony pod kątem nadchodzącej frekwencji, a także wyraźne polecenie, aby w klubowym autokarze każdy koszykarz miał dla siebie po cztery miejsca, tak aby mógł nogi wyciągnąć w trakcie kilkugodzinnej podróży. I ciągła analiza. Gdy dzień po meczu z Rosą Radom pojawiłem się w pokoju trenera i zagaiłem Jak tam po meczu, trenerze?, coach Milicić spojrzał na mnie jak na wariata i odparł – Jesteśmy przed meczem, a nie po meczu. No tak, w końcu za sześć dni Anwil grał w Kaliszu ze Stalą. Nadaje mocne tempo pracy swoim współpracownikom, stąd bardzo ceni pomoc Marcina Woźniaka, którego muszę zapytać czy i w tym roku zdarzyło mu się odejść od świątecznego stołu i przejść do pokoju obok, aby robić scouting. W poprzednich latach bywało i tak.

J jak JESZCZE NIE ZROBIŁEM – Dłuższego wywiadu z Robertem Tomaszkiem. Muszę to jak najszybciej nadrobić. Z drugim Robertem, Skibniewskim, wywiad już mamy zrobiony. Czeka na obróbkę skrawa… to znaczy pisaniem.

K jak KILOMETRY – Ogółem zrobiłem ich w poprzednim roku 4193 dzięki możliwościom akredytacji dziennikarskiej. To o ponad 400 mniej, niż w jeszcze wcześniejszym, ale cóż. Kiedy praca to praca, ale nie zawsze można pracować. Stąd parę wyjazdów mnie ominęło, ale byłem np. na ostatnim spotkaniu finału w Zielonej Górze. I byłem tam też niestety tuż przed świętami, gdy grał Anwil. Ogółem, zaliczyłem w minionym roku ponadto podróże do Gdyni, Sopotu, Kutna (dwa razy), Bydgoszczy, Dąbrowy Górniczej (po raz pierwszy), Kalisza (po raz pierwszy) i Słupska (po raz pierwszy).

L jak LUZOWANIE PRZED MECZEM – Na ostatnim treningu przed każdym spotkaniem cały sztab Anwilu oraz wszyscy zawodnicy rzucają do kosza z połowy. Zabawa w ramach rozładowania napięcia po treningu, na którym zwyczajowo robi się walk-through, czyli powtarza się spacerowym krokiem wszystkie zagrywki i założenia na mecz. Zabawa, ale i jednocześnie zakład. Bywa tak, że wygrywa jeden (jak Robert Tomaszek w Dąbrowie Górniczej), zdarza się dogrywka (Roberta z Piotrkiem Stelmachem w Zielonej Górze), czasami dogrywka składa się z czterech zawodników (Tomaszek, Kamil Łączyński, Kami Hanke i Grzegorz Kukiełka), a czasami nie trafia nikt… I wówczas następuje kumulacja.

M jak MIASTO POMAGA – W końcu, nareszcie, od roku jest normalnie! W 2014 nie mieliśmy we Włocławku miłych doświadczeń z urzędem miasta, wszak pomocy ze strony magistratu – poza doraźną, jednorazową – brakowało. Tymczasem w 2015 miasto przelało na konto klubu okrągły milion złotych, a w 2016 ma być jeszcze więcej, bo 1,5 miliona! To stawia Włocławek w jednym szeregu z Koszalinem i Zieloną Górą, czyli miastami, które dotychczas najbardziej dbały o swoich koszykarzy.

N jak NIGERYJCZYK – Drugi (po Patricku Okaforze) w historii klubu. Prywatnie – Champ Oguchi to kulturalny, miły i obyty człowiek. Mówi tak czysto i pięknie w swoim języku, że można by nim książki pisać. Przy tym raczej cichy i usuwający się na bok, dobrze czujący się w swoim towarzystwie. Na parkiecie natomiast – o czym wiedzą wszyscy – to broń obosieczna. Dobrze wykorzystany i będący w formie, nie ma obrońcy, który byłby w stanie go zatrzymać. Ale też mecze takie jak w Zielonej Górze kładą się rysą na jego wizerunku. Bardzo, bardzo mocno sfokusowany na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro, obawia się poważnych urazów, które mogłyby wyeliminować go z turnieju.

O jak OUT! – I to po trzykroć out! Predrag Krunić, Andrea Crosariol, Seid Hajrić i Arvydas Eitutavicius nie doczekali nawet kwietnia we Włocławku decyzją Rady Nadzorczej klubu.

P jak PSYCHOL – Najlepszy (być może, na pewno najchętniej czytany i najmocniej komentowany) wywiad, jaki udało mi się zrobić. Arek Markiewicz mocno się otworzył, ale tuż po rozmowie dostałem sporo smsów w stylu A jeszcze o to zapomniałeś go zapytać! Może kiedyś… Arka tymczasem pozdrawiam i chciałbym zapytać jaka pogoda o tej porze roku w Norwegii?

R jak RUMCAJSJeszcze dziś nowy zawodnik Anwilu! Kabooooooom! Udało się!!!! – ćwierknąłem, gdy okazało się, że David Jelinek złożył jednak podpis pod kontraktem z Anwilem. Jeszcze kilka dni przed podpisem rozmawiałem z Patrikiem Audą, kolegą z pokoju Davida na kadrze, który wyraził wątpliwości czy to możliwe, aby Anwil pozyska gracza takiego kalibru. Ostatecznie się stało, choć – co ciekawe – nie obyło się bez nerwów na samym finiszu. Jelinek odesłał bowiem podpisany kontrakt, ale na dwóch stronach (z sześciu czy siedmiu) zabrakło parafek. Nie muszę mówić jaka gorączka była wówczas w klubie, bo brak parafek na jakiejkolwiek ze stron sprawia, że taki kontrakt łatwo podważyć. Choć po telefonie do agenta wszystko zostało załatwione – okazało się, że David przebywał wówczas na kadrze Czech w Grecji i z rozpędu się zagapił.

S jak STAY JIGGY – W antiguańskim slangu oznacza to mniej więcej trzymaj się, pozostań zdrów. Takiego zwrotu używał Kurt Looby i taki zwrot Antiguańczyk usłyszał od wielu osób z klubu, gdy wylatywał z Włocławka w listopadzie. Paskudna kontuzja, której doznał, to był cios dla zespołu nie tylko ze względu na aspekty sportowe, ale również czysto ludzkie. Kurt zyskał sympatię całego sztabu i wszystkich koszykarzy swoją etyką pracą i zaangażowaniem. Byłem świadkiem, jak po jednym z treningów poprosił Łączkę i Skibę czy mogliby przyjść na wieczorny trening pół godziny wcześniej i przećwiczyć z nim zagrywki, bo chciałby je szybciej poznać. Dusza człowiek.

Ś jak ŚRODKOWI NIE SKACZĄSeid Hajrić już dawno, jak przestał być nazywany Vincem Carterem Bałkanów, Andrei Crosariolowi zwyczajnie odrywać się od ziemi nie chciało, Kervin Bristol ma problemy z koordynacją, a Robert Tomaszek dostał już tyle ciosów w karierze w kręgosłup i plecy, że woli lay-upy. No, nie skaczą ci środkowi, ale ważne ze obecnej dwójce centrów nie można odmówić zaangażowania i woli walki.

T jak TOCZY SIĘ KOŁEM HISTORIA – W pierwszym i ostatnim meczu sezonu Anwil mierzył się z Polfarmexem Kutno. W Hali Mistrzów pokonał rywali zza miedzy 87:66, a salce gimnastycznej ograł przeciwnika 58:54.

U jak  UTRUDNIENIA W KOMUNIKACJI – Podróż Champa z Houston, przez Chicago (albo Nowy Jork?) do Warszawy i dalej, do Włocławka. Fatalna, bo przedłużona w czasie o dobre dwa dni ze względu na jakieś problemy z nadbagażem oraz zwykłą, ludzką niechęć pracowników lotniska w Houston. Ostatecznie skończyło się interwencją wysoko postawionych ludzi LOTu w British Airways i szczęśliwym dotarciem gracza na Kujawy. Twitter klubowy pracował wówczas do późnych godzin nocnych.

W jak WYWIADY – Moja ulubiona część dziennikarstwa. Zapraszam do odświeżenia tych, które sam noszę w pamięci: Wojciech Pietrzak, Arkadiusz Lewandowski, Kamil Łączyński, Grzegorz Kukiełka, Champ Oguchi, Piotr Stelmach, Fiodor Dmitriew, Bartosz Diduszko, Konrad Wysocki

Z jak ZAUFANIE WAŻNA RZECZ – Czym zasłużyłem sobie na taki zaszczyt? – nieco ironicznie zapytał Piotr Stelmach, gdy poprosiłem go o spotkanie i wywiad. A potem, już w trakcie rozmowy, rzucił między wierszami Jak się lepiej poznamy, to i o tym porozmawiamy, na moją wspominkę o okolicznościach rozstania ze Stelmetem Zielona Góra. Więc… Poznajemy się z Piotrkiem powolutku i może przyjdzie taki czas, żeby zrobić kolejną rozmowę. Ta pierwsza o mały włos nie doszłaby do skutku. Plik (ponadgodzinny) zapisałem w komórce, ale kilka dni później zmuszony byłem wcisnąć ustawienia fabryczne. I oczywiście o rozmowie zapomniałem, plik usunięty, koniec świata! Nie pozostało nic innego więc jak spisać z pamięci. Gdy wysłałem zawodnikowi do sprawdzenia późno wieczorem, po jakimś czasie dostałem smsa zwrotnego Jest OK!, ale gdy po chwili przyznałem się, że pisałem z głowy, dostałem drugą wiadomość: W takim razie wstrzymujemy. Muszę przeczytać rano drugi raz… Ot, i szczególarz. Ostatecznie przekręciłem tylko jedno nazwisko i zapomniałem dodać fragment o tym, że Stelmacha Anwil chciał już dekadę temu.

niedziela, 03 stycznia 2016, michalfalkowski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: