Głównie, ale nie tylko, o koszykówce
Blog > Komentarze do wpisu

Źle jest zawsze, nawet gdy jest dobrze!

Wróciłem późno do domu, zacząłem pisać relację z meczu. Emocje jeszcze mną targały mocno, więc spotkanie w Kutnie przeżywałem po raz kolejny. Wcześniej, w drodze do Włocławka, też je przeżywałem. Na przykład źle zjechałem na rondzie i zamiast mknąć autostradą, o mały włos nie pojechałbym w kierunku jakiejś Woli Raciborowskiej. Byłem jakby zamyślony, a drogę przysłaniały mi sceny z meczu.

Emocje targają mną do teraz (jest druga w nocy), ale pozytywnych już brakuje. Anwil Włocławek wygrał mecz, tymczasem mam wrażenie jakby stało się coś bardzo złego. Jakby to nie włocławianie mieli prawo do radości, ale ich środowi rywale.

Przejrzałem Internet i wiem, że to był błąd.

W głowie nie mieści się jak łatwo w naszym mieście (kraju?) deprecjonuje się sukcesy, umniejsza zwycięstwa i nie cieszy się z rzeczy, z których powinno się cieszyć.

W środę Anwil wygrał, choć fakt, gra nie była ani porywająca, ani widowiskowa, a obie drużyny ledwo łącznie przekroczyły próg 100 punktów. Można więc rzecz: gra była brzydka dla oka, a mecz słaby. W porządku. Ale jakim prawem (bo przecież nie prawem kibica, która jest z zespołem na dobre i na złe) zza anonimowych loginów i numerów ID wylewa się tyle hejtu?

- Cieszmy się z tego, co mamy i nauczmy się doceniać sukcesy – mówi po każdym zwycięstwie Robert Skibniewski, a że mądry to człowiek (nie tylko zawodnik) to trzeba go słuchać. 10 zwycięstw w 14 meczach to – wydawałoby się – idealny powód, aby we Włocławku i okolicach szampany dziś wystrzeliły naprawdę wysoko i gęsto. Ale nie, bo przecież drużyna nie zdobyła 90 punktów i nie wygrała z Polfarmexem Kutno (Kim?! Kim jest Polfarmex, ja się pytam zza mojego biurka i komputera! Toż to twór nieskładny z trenerem amatorem i do tego w salce gimnastycznej grajo!) przewagę 30 punktów, tylko męczyła się niesłychanie do ostatnich minut. Phi! A ten Stelmach to mógł dwa wolne trafić, a nie jednego, szybciej bym wiedział, że wygrali i mógłbym ten nudny mecz w końcu wyłączyć!

To przejaskrawienie, rzecz oczywista, te słowa powyżej, ale kontekst i ogólny obraz – właśnie taki jest. Roszczeniowa postawa, zupełnie pozbawiona podstaw.

Przykre to jest, gdy anonimowość i wszechobecna możliwość skomentowania wszystkiego przez wszystkich sprawia, że pod adresem trenera Igora Milicicia padają słowa, że nie przygotował taktyki, że Anwilowi brakuje pomysłu na grę, że jak trwoga to do Davida Jelinka… A Skibniewski to słaby w obronie, a Piotr Stelmach cegli za trzy, podobnie jak Fiedja Dmitriew

Chciałbym zapytać – nawet jeśli Stelmachowi wczoraj nie wpadało do kosza, bo nie wpadało, a piłka w kluczowych momentach szła do Jelinka i włocławianie grali izolację, bo grali, to… czy to wszystko pozwala nam formułować proste, zwięzłe i krótkie wnioski-zdania i ogłaszać je niczym prawdę objawioną?

NIE MAMY TRENERA! – pada po meczu z Energą Czarnymi, choć przecież wcześniej włocławianie dwukrotnie zaliczyli serię po trzy zwycięstwa z rzędu. NIE MAMY OBRONY! – gdy Anwil traci 91 punktów w Zielonej Górze i nie ważne jest, że następnie z Treflem traci tylko 60, a z Polfarmexem – 54 (drugi taki wynik w sezonie, trzeci we wszystkich meczach od… 2010 roku). To wszystko nieważne, bo przecież po meczu z Polfarmexem można krzyknąć NIE MAMY ATAKU!

Naprawdę nikt nie zwrócił uwagi na dobrze stosowaną i egzekwowaną zmienną obronę strefową, jaką Rottweilery (Przypadkiem się tak ustawiali? Czy może uczestniczył w tym trener, a wykonawcami byli zawodnicy?) zafundowały kutnianom w całym środowym meczu? Na tyle skuteczną, że momentami rywale byli bezradni i choć owszem, zdarzyło się, że nie trafili kilku otwartych rzutów za trzy, to gro z tych rzutów oddawane było z trudnych pozycji, gdy po dobrze obronionym pick and rollu niski koszykarz Polfarmexu nie tylko miał obok siebie niskiego obrońcę, ale również wyciągnięte ręce gracza wysokiego.

A przegrane zbiórki, bardzo wyraźnie przegrane zbiórki? Czy to naprawdę niespodzianka? Chyba dla tych, co patrzą na TBL przez pryzmat gry Anwilu, nie śledząc i ignorując resztę zespołów. Zaskoczeniem byłoby gdyby Polfarmex – najlepiej zbierająca ekipa TBL – nie wygrała walki na tablicach w momencie, gdy podstawowy center Anwilu od kilku tygodni spisuje się w tym elemencie słabo. Wszyscy to wiedzą, skąd więc to zdziwienie? Kervin Bristol gra słabo ogółem, ale akurat w środę jego wynik siedmiu zbiórek w 11 minut przeciwko Mike’owi Fraserowi Kevinowi Johnsonowi należy uznać, że bardzo pozytywny sygnał.

W Kutnie nie wygrywa się łatwo nikomu. Koszalin i Szczecin przegrały odpowiednio czterema i dwoma punktami, a Słupsk i Toruń wygrały nieznacznie, odpowiednio dwoma i siedmioma punktami. Zwycięstwo Anwilu z wczoraj, zwycięstwo czterema punktami po morderczej walce na łokcie przez całe spotkanie, doskonale wpisuje się w teorię, że gospodarzom w tej ciasnej salce pomagają ściany. Dla mnie taki obrót meczu nie jest zaskoczeniem.

Gra Anwilu nie była bezbłędna, ba, nigdy nie można mówić o bezbłędności, gdy trafia się 1/11 za trzy w pierwszej połowie i rozdaje ogółem tylko cztery asysty. Ale dlaczego dyskusja toczy się tak płytko? Cztery asysty, a więc – brak pomysłu na grę! Jedna trójka wpadła – przecież nie mają zagrywek! 18:19 do połowy, czyli… co to za drużyny?! Co to za poziom? Do 1. ligi! 

Tymczasem, dlaczego nikt nie szuka przyczyny, nikt nie mówi o pomysłach defensywnych tak, jakby ich w ogóle nie było? A były, i to właśnie one w dużej mierze determinowały wczorajsze spotkanie. 

Miałem okazję być na jednym z treningów Anwilu w trakcie tygodnia, podczas którego trener Milicić tłumaczył swoim graczom w jaki sposób bronić Bartłomieja Wołoszyna i Jarosława Zyskowskiego (To był cel na ten mecz). Chodziło o skuteczny close-out w momencie, w którym piłka trafia do jednego z tych zawodników, gdy ten stoi na otwartej lub pół-otwartej pozycji i może rzucić lub minąć rywala. Efekt? 3/15 z gry polskiego duetu.

Ale o tym się nie mówi, o tym się nie dyskutuje. Jakby tego nie było, jakby nie zostało to dostrzeżone, jakby – wreszcie – to nie miało jakiegokolwiek znaczenia i zostało przykryte sloganem NIE MAMY TAKTYKI!

Jeśli tak się dzieje z braku wiedzy – to źle, ale jeśli z czystej niechęci – to jeszcze gorzej.

czwartek, 31 grudnia 2015, michalfalkowski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: K, 194.60.227.*
2015/12/31 13:52:04
Mniej brzytwy Panie Michale a świat będzie piękniejszy ;-)
-
Gość: K, *.dynamic.gprs.plus.pl
2015/12/31 13:52:11
Mniej brzytwy Panie Michale a świat będzie piękniejszy ;-)
-
Gość: K, 194.60.227.*
2015/12/31 13:52:27
Mniej brzytwy Panie Michale a świat będzie piękniejszy ;-)
-
Gość: K, 194.60.227.*
2015/12/31 13:52:47
Mniej brzytwy Panie Michale a świat będzie piękniejszy ;-)
-
Gość: wwk, *.satfilm.net.pl
2015/12/31 16:46:38
Dokładnie, piszę wczoraj do kolegi: Ładnie bronią, po czym dostaje smsa zwrotnego: E tam słabo grają.Najlepiej widzieć tylko złe rzeczy... Kibice...

Anwil! ;)
-
Gość: Mario, *.dynamic.chello.pl
2015/12/31 23:08:46
Czasami zdarzają się takie mecze, że jako trener powiedziałbym "f it, just keep knocking those 3s..". I taki był właśnie mecz z Polfarmexem. Czasem lepiej ustawić 10 izolacji pod rząd dla Jelinka- co właśnie się udało. Problemem trochę było sędziowanie, nie chcę wyjść na zrzędę, ale na baaardzo dużo pozwalali (w obie strony), akceptowali bardzo siłową a często wręcz brutalną grę. Ciężko się odnaleźć w takiej grze, dlatego niski wynik nie powinien dziwić.