Głównie, ale nie tylko, o koszykówce
Blog > Komentarze do wpisu

Nie lubię świątecznego grania

Święta pełne treningów mieli w tym roku koszykarze Anwilu Włocławek. W czwartek poranny, w piątek wieczorny, a sobota to już zwyczajowe, regularne dwa treningi przed niedzielnym starciem z Treflem.

Ale koszykarze z Sopotu też nie rozsiedli się przy świątecznych stołach. Poświąteczne granie sprawiło, że we Włocławku musieli zameldować się już w sobotę.

Przyznam – choć meczom świątecznym towarzyszy przyjemna atmosfera, zresztą jak i całym świętom, uważam, że granie w tym czasie jest psychicznie dość trudne. I same mecze często mają nieprzewidywalny scenariusz.

Pamiętam przedświąteczne granie (23 grudnia) w roku 2005, gdy do Włocławka zajechała Unia Tarnów. Młodsi kibice nie pamiętają, ale zespół z Małopolski był wówczas Siarką Tarnobrzeg, która potrafiła sprawić kilka niespodzianek, głównie u siebie w domu, ale generalnie nikt nie traktował tej drużyny jako poważnego kandydata, np. do play-off. Ot, jeden z wielu dostarczycieli punktów dla tuzów ligi. A tuzem był wówczas Anwil, późniejszy srebrny medalista.

Choć skład tarnobrzeżanie mieli ciekawy. Kilku Polaków (Wojciech Majchrzak, Wojciech Żurawski, Wacław Piński) oraz paru stranieri (Chaz Carr, Greg Morgan) na solidnym poziomie oraz prawdziwy rodzynek w tym cieście – Drażen Tomić. Do dzisiaj nie wiem jak to się stało, że niemiecki skrzydłowy, który miał za sobą występy w Albie Berlin, Telekomie Bonn czy RheinEnergie Kolonia, trafił do Tarnowa.

W każdym razie – nie tyle co trafił, co regularnie trafiał we Włocławku, ale z dorobkiem 17 punktów był dopiero… czwartym strzelcem Unii. Po 18 oczek mieli obydwaj Wojciechowie, a 20 – Carr. Unia pokonała Anwil 91:76, gdyż w szeregach włocławian kilku zawodników zdecydowanie duchem było przy świątecznych stołach. Dość powiedzieć, że czterech graczy zdobyło… 72 z 76 punktów zespołu, a sześciu pozostałych resztę, czyli cztery oczka…

(W trakcie pisania tekstu przyszedł mi również do głowy inny mecz, sprzed 14 lat. Słynne starcie z Notecią Inowrocław, a słynne z powodu 50 punktów rzuconych w Hali Mistrzów przez Alexa Austina, a niekoniecznie z powodu porażki Anwilu 80:91. Jednakże, owe spotkanie odbywało się 21 grudnia, więc nie do końca był to termin świąteczny czy okołoświąteczny.)

Niemniej, zawsze obawiam się meczów rozgrywanych dzień przed świętami, w trakcie świąt czy tuż po świętach. Zawodnicy mogą mówić i powtarzać jak mantrę, że są profesjonalistami, ale trzeba wielkiej siły mentalnej, aby zapanować nad własną psychiką i poradzić sobie ze świadomością, że gdy cała Polska siedzi przy stole z rodziną, ty musisz odejść od niego i udać się na trening.

Tym bardziej obawiam się takich meczów, gdy podział na murowanego faworyta i underdoga jest tak wyraźny.

Nikt nie powinien mieć pretensji do włocławian o porażkę ze Stelmetem Zielona Góra czy Energą Czarnymi Słupsk. Rywal albo z wyższej, albo z tej samej półki. Czym innym będzie jednak mecz z Treflem Sopot, czyli jedną z najsłabszych ekip Tauron Basket Ligi.

Nic dwa razy się nie zdarza – chciałoby się wyrazić świąteczne życzenie.

sobota, 26 grudnia 2015, michalfalkowski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: