Głównie, ale nie tylko, o koszykówce
Blog > Komentarze do wpisu

Chylić czoła przed Stelmetem

Stelmet Zielona Góra wziął, co miał wziąć i na co pozwala mistrzowi jego olbrzymi potencjał. Anwil Włocławek mógł, przy sprzyjających okolicznościach, nawiązać walkę z mistrzem, ale niestety limit szczęścia zarezerwowany dla reszty stawki wykorzystał przed tygodniem Start Lublin. Co tylko podrażniło mistrza i…

- Chcieliśmy zagrać w tym meczu tak, aby pokazać, że wracamy na właściwe tory – powiedział mi po zakończeniu spotkania człowiek w masce, czyli Nemanja Djurisić. I w słowach podkoszowego Stelmetu nie było przesady. Podobnie jak w przypadku cytatu użytego przez Vlada Moldoveanu. – Patrzymy na Barcelonę i widzimy jak mocno oni grają od pierwszej do ostatniej minuty. I też chcemy grać jak oni – stwierdził Rumun.

Koszykarze różnych drużyn często używają tego zwrotu, z którego zrobił się pusty frazes. Stelmet natomiast pokazał co te słowa znaczą naprawdę. I na początku pierwszej kwarty, w drugiej odsłonie i nawet po zmianie stron, gdy zielonogórzanie prowadzili wysoko, zachowali tę samą intensywność. Jakby chcieli za wszelką cenę udowodnić swoim kibicom, że mecz ze Startem był wypadkiem przy pracy. Bo był.

Trochę pecha mieli włocławianie, ale też nie zrobili za wiele, aby mistrzowie utrudnić zadanie. Problemy z realizacją założeń przedmeczowych, problem z umiejętnym rozłożeniem akcentów w ataku, dziury w defensywie, z czego wzięło się aż osiem (na 12 rzutów) trójek gospodarzy w pierwszej połowie. Potencjał, cele, doświadczenie (trenerów oraz zawodników), budżety obu zespołów są różne i było to widać w hali CRS. Euroliga kontra Tauron Basket Liga, choć chyba nikt nie spodziewał się blisko 30-punktowej porażki.

Gra Stelmetu i Anwilu była diametralnie różna, co dostrzegliby nawet najbardziej niedzielni kibice koszykarscy. Według mnie były dwa kluczowe elementy w tej materii: energia oraz zespołowość. A może nawet zespołowość na pierwszym miejscu.

Owszem, Champ Oguchi to strzelec, który jeszcze nie raz w tym sezonie odpali i który naprawdę jest w stanie z łatwością zdobywać punkty seriami, ale w meczu ze Stelmetem grał słabo. I nie chodzi o to, że przestrzelił aż 14 z 20 rzutów. Chodzi o jego selekcję rzutową oraz fakt, że gdy tylko Nigeryjczyk ma piłkę w rękach, myśli o rzucie. Z jednej strony strzelec jest od tego, aby strzelać. Ale jednocześnie, Anwil ma kilka zagrywek, wedle których piłka tylko przechodzi przez ręce Champa, ale rzut oddaje ktoś inny. W teorii. W praktyce Nigeryjczyk lubi się rozstawać z piłką głównie wtedy, gdy zmierza ona w kierunku kosza, a nie w kierunki partnera z zespołu. Niczym dobrym nie jest budowanie pewności siebie jednego zawodnika, kosztem pewności siebie reszty graczy.

Z drugiej strony, nie ma co teraz palić na stosie trenerów czy graczy za to, że mecz w Zielonej Górze został tak wysoko przegrany. Gdy Stelmet gra na poważnie, nie ma w Polsce drużyny, która udźwignęłaby ciężar jakim jest nawiązanie (pod względem jakości, intensywności i poziomu taktyki) walki z zielonogórzanami. Co Euroliga, to Euroliga. Po prostu.

Przed sezonem bilans 8-4 o tej porze roku każdy wziąłby w ciemno. Porażki w Zielonej Górze, Słupsku i Koszalinie nie są tragedią w momencie, gdy straty z dwóch z tych trzech pojedynków można nadrobić w Hali Mistrzów. W kontekście argumentu o słabszym meczu czy grze poniżej oczekiwanego poziomu można mówić tylko o Dąbrowie Górniczej.

Kończąc wątek o meczu w hali CRS, należy patrzeć w przyszłość. Anwil cztery mecze do końca rundy, z których wygranie trzech będzie pełnią szczęścia w pierwszej części sezonu zasadniczego.

Tym samym, przed Stelmet… schylić czoła oraz uznać klasę rywala, a punktów szukać w kolejnych meczach.

wtorek, 22 grudnia 2015, michalfalkowski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: