Głównie, ale nie tylko, o koszykówce
Blog > Komentarze do wpisu

Jest 3-1. Aż 3-1

Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze - myślałem sobie w pierwszej kwarcie meczu w Dąbrowie Górniczej, raz po raz przecierając oczy ze zdumienia. 0:10? 3:19? Przecież to było jak rodem ze słabego filmu, który w zamyśle miałby ewentualnie spastiszować koszykówkę. 

Wiem z jakimi założeniami Anwil wchodził w mecz z MKSem. Przede wszystkim - nie dopuścić, by Rashaun Broadus miał choćby i pół metra wolnego do rzutu z czystej pozycji. Ponado - sprawić, aby Jakub Dłoniak rzucał z wymuszonych, niewypracowanych pozycji, bo akurat w jego przypadku jasne było, że i tak rzucał będzie niezależnie od okoliczności. Dwa punkty Amerykanina i 1/4 z gry w pierwszej kwarcie (świetna postawa w defensywie Kamila Łączyńskiego oraz Roberta Skibniewskiego) oraz pięć oczek Polaka (2/4 z gry) nakazywały sądzić jedno: włocławianie realizują postawione założenia i ograniczają dwóch najważniejszych zawodników MKSu.

A zatem skoro było tak dobrze, to dlaczego było tak źle? Ospałość i drewniane nogi w pierwszych minutach był porażający. Tym większa szkoda, że skoro taktycznie włocławianie grali dobrze, jednocześnie pozwolili sobie na brak, sam nie wem jak to ująć, żywiołowości? Jak później mecz pokazał - odrobienie 16 punktów było możliwe, ale też okupione zostało utratą sił i skuteczności. Bo w ostatnich akcjach MKS zrobił wszystko, żeby oddać zwycięstwo, ale Anwil pudłował.

Nie we wszystkich meczach da się grać na poziomie 40-50 % z gry.

MKS miał w tym meczu jeden, ważny handicap. Coś ekstra, coś dodatkowego, coś, czego Anwil się nie spodziewał. Owszem, Przemysław Szymański potrafi rzucić za trzy, ale w tym sezonie nie próbował jeszcze... ani razu! Tymczasem przeciwko włocławanom przymierzył czterokrotnie, trafiając trzy razy. Mający więcej przestrzeni Paweł Zmarlak natomiast rozdał pięć asyst (to już drugi taki występ 33-latka w tym sezonie, ale tym razem w tylko 21 minut. Wcześniej potrzebował na to 40 minut w meczu z Polskim Cukrem), a dodatkowo trafił bardzo ważny rzut za trzy na 55:47, odpowiadajac tym samym na serię punktów Davida Jelinka. Jak się domyślacie, to również pierwsza trojka gracza w rozgrywkach. Dodatkowo, Eric Williams okazał się być podkoszowym zwierzakiem i uzyskał double-double.

Nie, nie umniejszam umiejętnościom tych graczy, po prostu cały czas chodzi mi o to, że trener Wojciech Wieczorek otrzymał coś ekstra od swoich zawodników w momencie, w którym Anwil odciął prąd dwóm liderom. Widać to bardzo dobrze w rozłożeniu punktowym - pięciu graczy powyżej 10 oczek, dwóćh kolejnych z dorobkiem dziewięciu i ośmiu.

Czy czegoś takiego zabrakło po stronie włocławian? Możliwe. Mam wrażenie, że problemem było również to, że poszczególni koszykarze nierówno weszli w mecz w kontekście ich aktywności po obu stronach parkietu. Najlepszym przykładem jet wspomniany Kamil Łączyński, który rozegrał bardzo dobre zawody w obronie, naprawdę zrobił wszystko, by Broadus nie złapał rytmu, ale z drugiej strony niestety w ataku zagrał chyba najsłabszy mecz, w którym ja go oglądałem na żywo. Jak jednak powiedziałem mu po zakończeniu spotkania - po takim meczu może być tylko lepiej i sądzę, że przeciwko Asseco obejrzymy innego Łączkę...

Fiedja Dmitriew zebrał co prawda pięć piłek, ale w ataku dał tylko pięć punktów. Rosjanin nie gra w ofensywie tak, jak zakładano przed sezonem i on sam jest tego świadomy. Po meczu mówił, że stara się nie myśleć o tych wcześniejszych pudłach, pilnuje techniki rzutu, a piłka wykręca się z kosza... Czy jest trochę zablokowany psychicznie? Pewnie tak, więc trzeba czekać na taki mecz, który go odblokuje. Jednocześnie nasuwa mi się taka myśl: Rosjanin zdobył pięć punktów rzucając sześć razy. Może potrzeba spotkania, w którym odda więcej rzutów? Zdecydowanie łatwiej jest wejść w mecz, gdy rzuca się co dwie-trzy minuty, czy niż co pięć-sześć. Ta sama kwestia dotyczy Piotra Stelmacha. Chylę czoła przed jego oraz Roberta Tomaszka obroną przeciwko Williamsowi w drugiej połowie (Amerykanin to istny potwór, gabarytowo wielki, i umiejący przepchnąć się pod koszem, ale po zmianie stron był mniej widoczny), natomiast w ataku oddał tylko trzy rzuty w ciągu 16 minut. Trafił dwa, z czego jeden dał remis. 

Nie ma co szukać winnych i ich osądzać. Po trzech zwycięstwach przyszedł czas na zimny prysznic i jak po meczu przyznał Robert Skibniewski: Lepiej teraz, niż w następnej kolejce, czy meczu ze Śląskiem. Prawda. Nie wszyscy zawodnicy Anwilu są obecnie w najwyższej formie, ale bilans 3-1 na rozpoczęcie sezonu i tak jest bardzo dobrym. Drugim najlepszym od sezonu 2009/2010, więc włocławski kibic naprawdę nie ma na co narzekać. Początek rozgrywek to nie czas, w którym wszystko będzie idealnie, dlatego na zakończenie tekstu przypomnę dwie rzeczy, o których wspominam bardzo często. Pierwsza rzecz to zgranie, a druga rzecz to słowa trenera Igora Milicicia wypowiedziane kilka tygodni temu: Najlepszą koszykówkę będziemy grali od grudnia-stycznia. I tego się trzymajmy.

***

Champ Oguchi... W Dąbrowie Górniczej zabrakło kogoś, kto odciążyłby zmęczonego Jelinka. Zabrakło strzelca. Drugiej ważnej postaci, wokół której budowano zespół. Gromy sypią się teraz, że głupotą jest budować drużynę i zasadniczą postacią zrobić zawodnika, który do grudnia może odejść w każdej chwili. Dziwnym trafem jeszcze kilka tygodni temu często tę sytuację w mediach opisywano jako uzasadnione ryzyko. A przecież trener Milicić budował zespół w określonych warunkach finansowych. Pisałem o tym, że Champ był do wzięcia za mniej więcej 40-50 procent tego, co kiedyś zarabiał. To jest uzasadnione ryzyko.

Problem w tym, że zawodnik ma dolegliwości bólowe. Takiego sformułowania używałem pisząc o stanie zdrowia gracza dla SF.pl. Wymiennie używane z urazem, czy kontuzją, ale przede wszystkim chodziło o dolegliwości bólowe. Sam klub też poinformował o problemach Nigeryjczyka następującymi słowami: Badanie wykonane rezonansem magnetycznym nie wykazało poważnych uszkodzeń stawu, a jedynie częste u zawodowych koszykarzy przeciążenie więzadła rzepki tzw. "kolano skoczka". Tyle w kontekście tego, co napisałem na TT.

Choć jednocześnie biję się w pierś. Nawet jeśli zabrakło Champa w tym meczu, to rzeczywiście obarczanie go winą za porażkę zespołu było słabe. Gdyby grał, z pewnością by pomógł. Nie zagrał jednak, a miejsca na gdybanie być nie powinno.

niedziela, 01 listopada 2015, michalfalkowski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Kibic, *.radom.vectranet.pl
2015/11/01 12:29:12
Łączka zagra lepiej za tydzień? Przeciwko Matczakowi? Proszę, bez żartów...
-
Gość: Gość, *.customer.cdi.no
2015/11/01 13:56:23
Cyt klasyka kolano skoczka leczy sie w trzy dni jak sie wie jak to zrobic pozdrowki Fałek dla Ciebie dobry artykuł
-
Gość: WTF, *.satfilm.net.pl
2015/11/01 20:05:02
Nie dziwie sie, ze wszyscy sa wkurzeni na oguchiego. Gosc ma nieprzecietne umiejetnosci. Do tego jego salute wprowadza troche kolorytu niczym z nba w tej polskiej lidze. Z 'niesfochowanyn' Oguchim sa realne szanse na medal w tym roku. Swoja droga mam prosbe, gdybys mogl zrobic jakis wywiad z bristolem jak mu sie podoba jego rola w zespole, co sadzi o naszej lidze itd. I jak jego kostka. Pozdro.