Głównie, ale nie tylko, o koszykówce
Blog > Komentarze do wpisu

Do trzech centrów sztuka

Kervin Bristol (ile razy w pośpiechu w pomeczowej relacji napiszę jego imię bez "r"?) złożył swój podpis pod kontraktem i – o dziwo – momentalnie ruch ten spotkał się z całkowitą lub niemalże całkowitą akceptacją fanów.

I sam się zastanawiam czy dlatego, że Bristol jest Bristolem i ma statystyki, jakich nie mieli Zane Knowles czy Kurt Looby czy chodzi o szybkość i sprawność z jaką przeprowadzono transfer?

Jeśli chodzi o ten drugi aspekt – jest to absolutnie zrozumiałe. Rzeczywiście, negocjacje przybrały tempo ekspresowe, a przecież nie chodziło o zwykłe podpisanie umowy z wolnym graczem. Sam zawodnik musiał zerwać umowę z greckim klubem (potrzebny był podpis jego, jego agenta oraz prezesa tamtejszego klubu), następnie trzeba było dogadać warunki indywidualnej umowy z koszykarzem (znowu podpisy trzech osób), aż wreszcie załatwić formalności związane z listem czystości. Wygląda to mniej więcej tak: klub wysyła prośbę o przekazanie listu czystości do macierzystej (polskiej) federacji, owa federacja przekazuje prośbę do federacji kraju, w którym grał dany zawodnik (grecka), tamta federacja zgłasza wniosek do byłego klubu koszykarza i gdy wszystko jest w porządku (m.in. porobione są opłaty przez klub zatrudniający zawodnika albo zawodnik nie ma żadnych zaległości względem byłego pracodawcy), cały proces przebiega jeszcze raz, tyle że w drugą stroną. Na dobrą sprawę – w świecie Internetu – mogłoby to zająć pewnie z pół godziny. W świecie ludzi trwa to kilka lub kilkanaście godzin. Choć prezesi klubów pamiętają pewnie sytuacje, w których list czystości "szedł" z Libanu, Wenezueli albo Rosji np. tydzień.

Niemniej, nie o kwestię szybkości przeprowadzenia transferu chodzi przede wszystkim a o cyfry. A właściwe liczby, bo powyżej 10. Innymi słowy wskaźnik zbiórek 27-latka, który rzeczywiście jest znakomity. 12,2 zbiórki w Istanbulsporze, 10,9 w Polzeli, 12,4 w Mikołajowie oraz 9,6 w Samarze. Co prawda we Francji Bristol notował tylko 4,1 zbiórki na mecz, ale i grał niespecjalnie dużo, bo średnio 15 minut.

Radość, jaka pojawiła się po ogłoszeniu Kervina Bristola jest jednak dla mnie nie do końca zrozumiała. Owszem, może okazać się za moment, że Bristol jest lepszym rebounderem niż Kevin Johnson oraz Mike Fraser osobno albo razem wzięci, ale równie dobrze może tak nie być. Tymczasem reakcje na transfer Haitańczyka pokazują jedno: kibic – także ten we Włocławku – żyje statystykami. Na ich podstawie bazuje i formułuje opinie.

Owszem, na przestrzeni swojej krótkiej europejskiej kariery Bristol udowodnił, że ma wielkie umiejętności i zna się na swojej robocie. Potrafi się zastawić, ma czucie piłki, umie się przepchnąć w pomalowanym. Czy to jednak z automatu oznacza, że Anwil stał się drużyną kompletną? Według mnie jeszcze nie.

Po zastąpieniu Antiguańczyka przez Haitańczyka napisałem na Twitterze: Najważniejsza rzecz jest taka: Kervin musi mieć osobowość i charakter Kurta. Jeśli będą podobni, wszystko będzie super.

Strata Looby’ego nie dotyczy tylko umiejętności sportowych 31-letniego centra. Jego kontuzja uderza w drużynę również w kontekście budowy zespołu, chemii w drużynie i atmosfery wspólnej pracy. Antiguańczyk idealnie wpasował się w ekipę, szybko znalazł język z resztą zawodników (w przeciwieństwie na przykład do Knowlesa). Co więcej, bez żadnego gadania całkowicie zaakceptował swoją rolę w Anwilu i rozumiał, że w drużynie, w której akcent mocno przesunięty jest w stronę obwodu, nie może liczyć na zbyt wiele punktów. Dobrze opisywał to w wywiadzie. – Szybko zrozumiałem, że granie w Europie polega na tym, by być częścią zwycięskiej ekipy. Nic ci nie da to, że będziesz zdobywał po 20 punktów w meczu, jeśli twój zespół będzie na ostatnim miejscu w lidze. Tego się nauczyłem i nauczyłem się również, by przede wszystkim wywiązywać się z zadań powierzanych mi przez trenerów. Jeśli zdobędę 10, czy 15 punktów, to jest to świetna wiadomość, ale ważniejsze jest, bym dał od 10 do 12 zbiórek, ze trzy bloki, dobre zasłony, po których padną punkty strzelców oraz dobrą obronę pod koszem – tłumaczył Looby.

I to jest tak naprawdę istota sprawy. Haitańczyk to w teorii świetny wybór trenera Igora Milicicia. Anwilowi pomoże jednak wówczas, gdy okaże się zawodnikiem gotowym na całkowite dostosowanie się do wizji trenera oraz akceptację stawianych przed nim zadań. I gdy wejdzie w lukę po Loobym nie tylko jako zawodnik, a także jako człowiek.

Wtedy będzie wzmocnieniem i tylko wtedy.

PS. Nie wierzę w przeznaczenie czy innego rodzaju przesądy, ale jest to dość zabawne, że Bristol – który był w gronie kilku zawodników interesujących Anwil i trenera Milicicia co najmniej od sierpnia – trafia do Włocławka po tym jak kontuzje wyeliminowały jego poprzedników. Jeśli więc istnieją jakieś siły wyższe, to rzeczywiście niech sprawdzi się powiedzenie do trzech… centrów sztuka.

środa, 21 października 2015, michalfalkowski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: