Głównie, ale nie tylko, o koszykówce
Blog > Komentarze do wpisu

Zza parkietu o Amerykanach

Poczułem się ostatnio jak polityk, który coś obiecał publicznie, a po tym, jak po kilku dniach zabrakło efektów, zebrał cięgi. A więc drodzy goście tego bloga. Jak piszę na Twitterze, że o czymś będzie tekst, to będzie. Tyle, że tekst nie pisze się sam (marzę o programie, który przelewałby nawet nie mowę, ale myśli na papier, tfu, do Worda, wówczas mielibyście po kilka dziennie do czytania), na to potrzeba czasu. Tak samo jak potrzeba czasu np. na zebranie informacji, korektę itd.

Na pewno nie jestem aż tak popularny, że wyczekujecie na moje teksty z niecierpliwością, aczkolwiek miło mi, że na nie w ogóle czekacie. To oczywiste. Niemniej darujcie sobie teksty o klubowej cenzurze, bo nie dość, że to nic ponad domysły, to jeszcze nietrafione.

***

Pisałem już tekst o nowych Polakach w składzie, Arvydasa Eitutaviciusa przedstawiać nie trzeba, więc czas na trzech Amerykanów. W ostatnim tekście wyraziłem swoje wątpliwości na temat zasadności budowy zespołu w oparciu o trzech czarnoskórych graczy. Dzisiaj poznałem już dwóch i jeden z nich na pewno jest mentalnym Europejczykiem, więc może nie będzie tak źle. Bardzo spokojny, ułożony, cichy, bezkonfliktowy i w dodatku nie mówiący slangiem! Tak, to o tobie mówię, Chase'ie Simonie. Zwłaszcza ten brak slangu mnie zdziwił. Wydawało mi się, że ludzie, którzy wychowywali się w niebezpiecznej dzielnicy jednego z najbardziej niebezpiecznych miast świata, Detroit, w jednej z jego enklaw przeznaczonych tylko dla czarnoskórych, muszą mieć tę naleciałość. A tymczasem niespodzianka. Na plus. Pure American English.

Ogółem Chase sprawia bardzo pozytywne wrażenie. – Staram się być pozytywnie nastawiony. Uśmiechać się, mówić po polsku to, co mogę powiedzieć. Oprócz standardowych „dziękuję” i „proszę”, znam jeszcze… „ile masz lat?, „jak się masz?”, „co robisz?”, „znajdź mnie na Facebooku” i parę przekleństw oraz brzydkich słów – mówi zawodnik, gdy siedzieliśmy sobie ostatnio w knajpie i robiliśmy TEN WYWIAD.

- Na Facebooku siedzisz namiętnie. Poza treningami właściwie non stop – rzucam od niechcenia. – Bez przesady. Tak naprawdę gra w koszykówkę za oceanem sprawiła, że stałem się bardziej „into social media”. Ale tak naprawdę media społecznościowe nigdy mnie nie pociągały. Wyobraź sobie, że jesteś w obcym kraju. Ile możesz oglądać filmów, ile razy możesz iść do tego samego parku na spacer? No to siedzisz przed komputerem i zajmujesz czas głupstwami – dodaje Chase, który chętnie przyjmuje zaproszenia od fanów na Facebooku. Czasem nawet odpisuje.

- Gdy nie mam co robić, nie rozmawiam z rodziną, nie jem akurat lub nie oglądam filmu lub meczu, zdarzy mi się odpisać kilku fanom. Zaproszenia akceptuję, bo nie mam żadnego problemu z tym, że tak naprawdę nie znam tych ludzi. Oni zachowują się jakby byli moimi dobrymi kumplami, więc fajnie. Będąc w Stanach Zjednoczonych, praktycznie nie używam Facebooka, nie używam również Skype’a, skasowałem ostatnio swojego Twittera, skasowałem Instagrama. One są zbędne, jak jestem w domu. Ale będąc w Europie, mimo wszystko wolę pójść do kina, do centrum handlowego, do parku, coś pozwiedzać – tłumaczy Amerykanin. – To co robisz w USA? – Mam trzyletniego synka, więc on zajmuje mi mnóstwo czasu. Mam nadzieję, że przyleci do mnie na Święta Bożego Narodzenia. A poza tym – gram w koszykówkę. Zawsze i wszędzie, gdzie tylko mogę.

Simon gra w koszykówkę. I to gra naprawdę nieźle. To, co widziałem na treningach każe odstawić na bok wszelkie wątpliwości odnośnie jego try-outu. Amerykanin przyjechał w świetnej formie fizycznej. Podczas treningów wydolnościowych, siłowych i motorycznych stara się być jednym z liderów (przypomnijcie sobie Elijah Johnsona, który, podczas biegania okrążeń boiska, odstawał kilkanaście metrów za grupą). Nie można również przyczepić się do jego etyki pracy. Szybki w koźle, pewnie panuje nad piłką, ale co tu się dużo dziwić. W końcu niegdyś był obrońcą, nawet rozgrywającym. Odsyłam do wywiadu.

Rozmawiając z nim, nie mogłem nie zapytać jednak o turniej w Toruniu. Zeszłoroczny. Ten, na którym on oraz Andrew Fitzgerald postanowili grać tylko między sobą, z kompletnym pominięciem polskich graczy. Opis TUTAJ.

- Niestety, wyglądało właśnie tak, jak mówisz. My graliśmy co chcieliśmy, ale to wszystko było za aprobatą trenera. Polscy koszykarze byli oddelegowani tylko od konkretnych detali, dlatego np. mieliśmy rzucającego obrońcę, który… nie rzucał, skrzydłowego, któremu nie wolno było kozłować piłki. Dodatkowo, przyjechaliśmy na ten turniej bez trzech graczy, a kolejny doznał kontuzji podczas turnieju. To naprawdę nie mogło wyglądać dobrze – tłumaczy Amerykanin.

***

Z Brandonem Brownem jeszcze się nie poznaliśmy. To znaczy, poznaliśmy się przez sieć, ale na żywo – nie było okazji.

Przygotowując tekst, rozmawiałem z ludźmi, którzy mieli z nim do czynienia. Najczęściej z dziennikarzami z krajów, w których grał. Wszyscy mówią to samo. Utalentowany gracz, ale niestabilny. W tym zdaniu zawiera się wszystko, co opisuje Brandona, który na treningach jest niczym zwierz z dżungli.

Nie ma technicznie sprawnego rzutu, nie jest gigantem (pewnie bez butów nie mierzy tych dwóch metrów), ale grać w koszykówkę przodem i tyłem do kosza potrafi. Byłem świadkiem jego przepychanek z Seidem Hajriciem na treningu. Wszyscy w Polsce znają manewry Seida: jego półhak, zwód z pompką i ruch w lewą stronę. Brown też się o tym szybko przekonał, ale tylko na początku. Potem zmienił krycie i zaczął wyprzedzać, zastanawiać i odcinać od podania kapitana. Ogółem pewnie wyszło na remis (tak samo, jak w przypadku, gdy Brown atakował a Seid bronił), ale dzięki tym ćwiczeniom widać, co Amerykanin będzie wykorzystywał w grze pod koszem: mobilność, dobrą pracę nóg, odcięcie od podania i wyyyyyskok.

Najdłużej rozmawiałem o 29-latku z Gabrielem Pantel-Jouve, który jest szefem popularnej we Francji strony Catch and Shoot. Myślę, że jego cytat, ze wszystkich zebranych, najbardziej i najrzetelniej obrazuje Browna. – Jest utalentowany, ale musi nauczyć się lepiej kontrolować swoją grę, żeby być efektywnym na tyle, na ile pozwala mu potencjał. Może dominować, ale musi wyzbyć się tego szaleństwa, które jest w nim, a któremu on pozwala wychodzić na wierzch. Wszędzie gdzie grał, grał solidnie, ale może grać lepiej. Brakuje mu jednak stabilności i regularności, żeby to osiągnąć. Myślę, że zarówno pod względem sportowym, jak i osobistym. Brakuje mu stabilizacji – powiedział Gabriel, a ja, od innych dziennikarzy dowiedziałem się również, że podczas swojej ostatniej przygody z francuskim ASC Denain trenerzy dwukrotnie chcieli się z nim rozstać. Nie z powodu tego, że grał słabo; również nie dlatego, że przekroczył regulamin klubu. Po prostu grał swoją koszykówkę w oparciu o radosne uosobienie i rozumienie tego sportu. Łamał zagrywki, zmieniał pozycje, zmieniał krycie, a wszystko to z uśmiechem na ustach. Bo takie też sprawia wrażenie – radosnego gościa, z uśmiechem na ustach. Zdarzyło mu się już przyjść na trening, zapominając o zdjęciu kolczyków. Zdziwiony był również, gdy kazano mu wyjść na trening zaraz po przylocie do Polski.

Mam wrażenie, że chyba nie grał dotychczas długo w żadnym klubie, w którym na pierwszym miejscu byłaby dyscyplina. A zatem, tyle będzie z niego pożytku, na ile uda się nad nim zapanować. I na parkiecie i poza nim.

***

Na dłuższy tekst o Deoncie Vaughnie, poczekamy. I ja, I wy. Zawodnik zapadł się pod ziemię, ale to normalne – jego partnerka spodziewa się dziecka.

Ja jedynie podzielę się z wami faktem, o którym dowiedziałem się ostatnio. Otóż – w jaki sposób, i z czyjego polecenia, Vaughn trafił do Polski, do Polpharmy Starogard Gdański w sezonie 2010/2011? Nawet pewnie wam przez myśl, tak jak i mi, nie przeszło, że polecającym mógł być Saso Filipovski!

Tymczasem zespół Polpharmy budował wówczas Paweł Turkiewicz, a przecież obecny trener Wikany Startu był asystentem Słoweńca przez dwa sezony w latach: 2007/2009. I gdy tworzył ekipę na Kociewiu, Filipovski polecił mu rookiego po uczelni Cincinnati. Z dobrym skutkiem.

PS. Linki do ostatnich tekstów na SF.pl:

1. Wszystko w moich rękach - wywiad z Mikołajem Witlińskim

2. Jaka rola dla Witlińskiego w Anwilu?

3. Chase Simon: Try-out tylko formalnością

4. Nie jestem jak LeBron - wywiad z Brandonem Brownem

5. Vaughn i Eitutavicius jak Jeter i Vasiliauskas

6. Przypadki Chase'a Simona. Czy przejdzie try-out?

7. Brandon Brown, czyli jak to jest z centymetrami

8. Jestem lepszym playmakerem, niż byłem rzucającym - wywiad z Deontą Vaughnem

Chyba nie ma podstaw by mówić, że rzadko piszę...

poniedziałek, 25 sierpnia 2014, michalfalkowski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/09/23 14:47:05
Świetnie, że ta drużyna ma w sieci swojego kronikarza, który opisuje wszystkie wydarzenia :) dajesz spory pogląd na to co dzieje się w drużynie ;) pozdrawiam!