Głównie, ale nie tylko, o koszykówce
Blog > Komentarze do wpisu

Szeroko pojęte środowisko koszykarskie typuje... po raz drugi

Z ponowną, jak rok temu, specjalną dedykacją dla Łukasza Ceglińskiego (i ponownie wielkim żalem, że już nie pisze o TBL), który dwa lata temu wykonał podobną pracę i zainspirował mnie poniekąd do kontynuowania jego formy.

Rywalizacja i typy z uzasadnieniami od eksperta, działacza, trenera, zawodnika, dziennikarza, kibica i ode mnie.

 

PGE TURÓW ZGORZELEC (1) – AZS KOSZALIN (8)

Krzysztof Szablowski (były trener m.in. Anwilu Włocławek, ekspert telewizji Polsat Sport News): 3-1 PGE Turów. Turów prezentuje się najlepiej ze wszystkich drużyn PLK. I choć AZS Koszalin grał ostatnio w dolnej szóstce naprawdę dobrze, to jednak zgorzelczanom wyrwą maksymalnie jeden mecz. Turów jest po prostu zbyt mocny, żeby pozwolić sobie na coś więcej, niż jedną wpadkę. Generalnie bardzo dużo będzie zależeć od formy Krzyśka Szubargi, ale mimo wszystko nie sądzę, by koszalinianie wygrali więcej niż jedno starcie.

Roman Olszewski (prezes Polpharmy Starogard Gdański): 3-1 PGE Turów. Ekipa Miodraga Rajkovicia grała najrówniej przez całą rundę zasadniczą i fazę szóstek i na pewno pokona AZS Koszalin. Pytanie jakim rezultatem… Myślę, że koszalinianie mogą urwać maksymalnie jeden mecz, bo zgorzelczanie mają bardziej wyrównany skład i głębszą ławkę.

Jerzy Chudeusz (trener Śląska Wrocław): 3-1 PGE Turów, bo PGE Turów ma absolutnie najbardziej wartościowy skład w lidze i obecnie jest najlepszym zespołem w Polsce. Ponadto, nie wydaje mi się, by LaceDarius Dunn rzucił ponownie komukolwiek 40 punktów tak, jak to zrobił przeciwko Śląskowi w ostatnim meczu szóstek.

J.J. Montgomery (zawodnik Kotwicy Kołobrzeg): 3-1 PGE Turów. Oni mają najbardziej wyrównany i najbardziej stabilny zespół w Polsce. Muszę przyznać, że PGE Turów to mój faworyt do mistrzostwa Polski, bo nie dość, że mają głębię składu, to jeszcze na każdej pozycji utalentowanych i po prostu bardzo dobrych zawodników. Koszalin nie ma takiego potencjału i być może wygra jedno spotkanie, ale w serii nie ma szans. Sam LaceDarius Dunn to zdecydowanie za mało, żeby pokonać zgorzelczan.

Jaku Wojczyński (dziennikarz Przeglądu Sportowego): 3-2 PGE Turów. Koszykarze Turowa trafili najgorzej jak mogli, bo na zespół, który całkiem niedawno praktycznie pokonał ich w Zgorzelcu. Mówię o meczu, w którym baaaaardzo kontrowersyjna decyzja sędziego dała wygraną przez gospodarzy dogrywkę. Jestem ciekaw kto w Turowie zajmie się LaceDariusem Dunnem, bo jeśli Amerykanin się rozrzuca, to będzie naprawdę ciekawie. AZS-owi chyba jednak brakuje atutów, by powtórzyć scenariusz z poprzedniego sezonu i wygrać ćwierćfinał startując z dolnej szóstki. Także dlatego, że przeciwnik trochę mocniejszy niż ubiegłoroczny Trefl Sopot.

Bartosz Bielecki (kibic ze Starogardu Gdańskiego, komentuje PLK na Twitterze): 3-0 PGE Turów. To powinien być łatwy, szybki awans Turowa do półfinału. Zgorzelczanie są bardzo zgraną, zespołowo grającą drużyną. W dodatku z kontuzją zmaga się jedyny rozgrywający koszalinian, Krzysztof Szubarga, i tę sytuację para Taylor-Taylor zapewne będzie starała się wykorzystać. Jedynej szansy na wyszarpanie Turowowi jakiegoś meczu upatrywałbym w szaleństwach strzeleckich LaceDarius'a Dunna.

Michał Fałkowski (autor bloga): 3-0 PGE Turów. Trener Miodrag Rajković może sobie mówić, że trafił na najtrudniejszy zespół z dolnej szóstki (co nie jest prawdą – takowym jest Asseco Gdynia), ale nie po to wywalczył pierwsze miejsce przed play-off, by teraz bać się ekipy numer osiem w Tauron Basket Lidze. Zgorzelczanie na pewno będą chcieli wygrać w trzech szybkich meczach i jeśli do pełni sprawności nie wróci Krzysztof Szubarga, tak się właśnie stanie.

 

STELMET ZIELONA GÓRA (2) – ASSECO GDYNIA (7)

Krzysztof Szablowski: 3-1 Stelmet. Asseco wygrywało już w tym sezonie ze Stelmetem, ale to jest play-off i maksimum, na które stać gdynian w serii to urwanie jednego spotkania. Stelmet ma po prostu w swoim składzie najlepszych polskich graczy, reprezentantów kraju i mocnych obcokrajowców i jeśli tylko zagra jak zespół, to wygra łatwo. Niemniej widziałem mecze, w których Stelmet przegrywał i wyglądał jak zlepek indywidualności. Nie spodziewam się jednak, by w play-off było podobnie.

Roman Olszewski: 3-0 Stelmet. Asseco ma pięciu-sześciu graczy doświadczonych w Eurolidze, ale to za mało na Stelmet. Gdynianie grali bardzo skutecznie w szóstkach i w rundzie zasadniczej, ale dla nich sam awans do play-off to wielki sukces. I choć nie mają nic do stracenia, to jednak Stelmet ma gwiazdy, reprezentantów kraju, bardzo dobrych obcokrajowców

Jerzy Chudeusz: 3-1 Stelmet. Rozsądek nakazuje, że personalnie silniejsi mistrzowie Polski pewnie wygrają tę serię. I choć play-off rządzi się swoimi prawami, to Asseco urwie maksymalnie jeden mecz.

J.J. Montgomery: 3-0 Stelmet. Asseco ma świetnego gracza, A.J. Waltona, a do pomocy wielu ciekawych zawodników, np. Fiodora Dmitriewa czy Piotra Szczotkę, który jest naprawdę trudnym rywalem i zawsze gra z sercem, ale to niestety nie wystarczy. Asseco nie ma tylu broni, tylu atutów, co silniejszy Stelmet.

Jakub Wojczyński: 3-1 Stelmet. Mam wrażenie, że Stelmet to obecnie tacy polscy Miami Heat. W rundzie zasadniczej przegrali kilka spotkań w kiepskim stylu, nie zajęli nawet pierwszego miejsca, ale to nie ma znaczenia. Łukasz Koszarek zauważył nawet, że oni od czasu do czasu tych porażek potrzebują, bo czują się zbyt pewnie. No to dostaną jedną w Gdyni, gdzie A.J. Waltonowi wyjdzie kolejny fenomenalny mecz. P.S. Tak przy okazji – jeśli jeszcze ktoś powie, że Asseco to drużyna oparta na młodzieży, to usuwam ze znajomych na Facebooku!

Bartosz Bielecki: 3-1 Stelmet. Bardzo interesująco zapowiada się pojedynek doświadczonego Koszarka z debiutującym w profesjonalnej koszykówce i wybranym najlepszym obrońcą ligi, A.J. Waltonem. Asseco jest bardzo mocne w Gdyni i obstawiam, że właśnie u siebie mają szansę ograć Stelmet. Zielonogórzanie są jednak wyraźnie silniejszą ekipą i nie powinni mieć większych problemów z awansem, mimo braku poważnego zmiennika dla Koszarka.

Michał Fałkowski: 3-1 Stelmet. Prowadzony na parkiecie przez A.J. Waltona, kierowanego z kolei zza linii bocznej przez jednego z lepszych trenerów ligi, Davida Dedka, Asseco Gdynia postraszy mistrza i… nic więcej. W serii gdynianie nie mają prawa zaistnieć. Jeden zwycięski mecz we własnej hali to maksimum możliwości tego zespołu. Co i tak będzie wynikiem powyżej oczekiwań.

 

TREFL SOPOT (3) – ENERGA CZARNI SŁUPSK (6)

Krzysztof Szablowski: 3-2 Trefl. Chyba najtrudniejsza seria do wytypowania i zarazem wydaje mi się, że to będzie najbardziej zacięta konfrontacja ze wszystkich. Myślę, że będzie pięć spotkań i decydujące starcie wygra Trefl. Jestem pewien, że Andrej Urlep, którego bardzo cenię, coś wykombinuje. W dotychczasowych meczach przegrał z sopocianami trzykrotnie, więc na pewno będzie chciał udowodnić, że może z nimi wygrywać. Niemniej jednak Czarni mają problemy kadrowe i choć play-off to walka na maksa i walka na noże, to jednak w piątym meczu ulegną ofensywnej koszykówce Trefla.

Roman Olszewski: 3-2 Trefl. To najciekawsza i najbardziej wyrównana para ćwierćfinałów, ale jednak Trefl ma bardziej wyrównany skład dziewięciu-dziesięciu pełnowartościowych graczy, a także lidera pełną gębą w postaci Adama Waczyńskiego. Z drugiej strony w hali Gryfia gra się bardzo ciężko… Nie, mimo wszystko jednak Energa Czarni mają zbyt duże problemy kadrowe, by ustać sopocianom w serii.

Jerzy Chudeusz: 3-2 Trefl. Sopocianie nie bez przyczyny są wyżej w tabeli i są faworytem tego starcia. Energa Czarni są mocnym i wymagającym rywalem i tym samym wróżę pięć meczów, bardzo zaciętych meczów, ale jednak ofensywa Trefla okaże się skuteczniejsza niż defensywa Energi Czarnych. Na korzyść sopocian przemówi także dłuższa ławka.

J.J. Montgomery: 3-1 Trefl. Andrej Urlep jest świetnym trenerem i gdyby nie kontuzje, to mógłby powalczyć o awans do półfinału. Roderick Trice i Garrett Stutz to kluczowi gracze Energi Czarnych, ale to będzie za mało na Adama Waczyńskiego, Lance'a Jetera i Michała Michalaka.

Jakub Wojczyński: 3-2 Trefl. Będzie tak: Czarni wywiozą jedną wygraną z Sopotu, Andrej Urlep dostanie pomnik przed halą Gryfia, po czym przegra serię w pięciu spotkaniach i otrzyma mnóstwo pochwał, bo z takim składem zrobił maksa. Skąd my to znamy… Dlaczego wygra Trefl? Bo ma więcej talentu w składzie, bo w przeciwieństwie do ubiegłorocznej rywalizacji z AZS-em teraz rywale nie mają takich przewag na niektórych pozycjach, bo Adam Waczyński prezentuje się jeszcze dojrzalej, bo trudno mi uwierzyć, że z Kacprem Borowskim (brawa dla niego!) w pierwszej piątce można dostać się do strefy medalowej…

Bartosz Bielecki: 3-0 Trefl. Mając w pamięci ostatnie play-off w wykonaniu sopocian, awansu Czarnych bym nie wykluczał, jednak Trefl to drużyna grająca szybki, zespołowy, po prostu lepszy basket. Czarni mają bardzo wąską rotację Polaków, ale mimo tego w ostatnich meczach zaczęli wychodzić z dołka. Myślę jednak, że mobilizacja w szeregach ekipy z Sopotu jest tak duża, że nie pozwolą sobie na przegranie choćby meczu.

Michał Fałkowski: 3-1 Trefl. Gdyby trener Andrej Urlep miał do dyspozycji Marcina Dutkiewicza i Michała Nowakowskiego (choć słyszałem, że on akurat może wrócić na play-off), wróżyłbym pięć meczów. A gdyby słupszczanie zagrali z Anwilem, wówczas wróżyłbym nawet awans tej ekipy do półfinału. Gdyby, gdyby… Trefl Sopot to jednak półka nieco wyższa, niż rywale, a dodatkowo zespół z liderem, który ma coś do udowodnienia po poprzednim sezonie. Adam Waczyński naprawdę będzie chciał pokazać, że zeszłoroczne odpadnięcie Trefla już w ćwierćfinale było tylko wypadkiem przy pracy. I nikt ze Słupska nie jest w stanie mu w tym przeszkodzić.

 

ANWIL WŁOCŁAWEK (4) – ROSA RADOM (5)

Krzysztof Szablowski: 3-2 Rosa. Mimo, że decydujący mecz będzie we Włocławku, to jednak stawiam na Rosę. Głównie dlatego, że czas działa na korzyść radomskiego klubu ze względu na wracającego do gry Kirka Archibeque'a. Jeżeli Amerykanin zagra, radomianie będą mocniejsi i wygrają po pięciu meczach. Anwil będzie walczył do samego końca, ale jednak im więcej meczów, tym szanse włocławian będą coraz mniejsze.

Roman Olszewski: 3-2 Anwil. Zadecyduje przewaga parkietu i piąty mecz w Hali Mistrzów. A Anwil umie grać w swojej hali, więc to on wygra. Tym bardziej, że w szóstce udowodnił, że potrafi grać przeciwko Rosie bardzo skutecznie. Radomianie mają doświadczonych Polaków i niezłych Amerykanów, ale jednak brak ogrania meczowego Kirka Archibeque'a w ostatnich tygodniach, nawet jeśli center wróci do gry, będzie kluczowy na korzyść Anwilu. Wiadomo przecież, że amerykański środkowy nie będzie od razu w takiej formie, w jakiej był, gdy dawał po kilkanaście punktów i zbiórek na mecz. Moim zdaniem tego Rosie zabraknie i serię wygra Anwil.

Jerzy Chudeusz: 3-2 Rosa. Nie wiem do końca jak wygląda sytuacja z Kirkiem Archibeque'iem, ale wydaje mi się, że w tej serii będzie maksymalna liczba meczów. I jeśli Kirk zagra, to wówczas wygra Rosa. Jeśli jednak nie, to sprawa jest otwarta.

J.J. Montgomery: 3-2 Rosa. To jest zdecydowanie najciekawsza seria ćwierćfinałowa i wytypowanie zwycięzcy to jak rzut monetą. Ślepy los i nic więcej. Wszystko zależy od Kirka Archibeque'a i tego, czy zagra, a jeśli zagra, to w jakiej będzie formie. W końcu ostatnio pauzował sporo czasu i bardzo dużo zależy od tego, w jakiej będzie dyspozycji, gdy już wróci do składu. Z nim Rosa jest zdecydowanie mocniejszym i wymagającym rywalem, choć nawet bez niego, w drużynie nie brakuje ogranych i doświadczonych graczy. Gdy patrzę na Anwil to przede wszystkim widzę przewagę, którą robią Michał Sokołowski i Seid Hajrić, ale myślę, że to może być za mało.

Jakub Wojczyński: 3-2 Anwil. Trudna para do wytypowania, bo niby Anwil w szóstkach był lepszy, ale nie grał Kirk Archibeque, a teraz ma wrócić. Czy jednak będzie w pełni sił? Wątpliwe, a biorąc pod uwagę, że nie ma także Huberta Radke, to Rosie zabraknie wysokich. Sama strzelanina na obwodzie może nie wystarczyć, nawet jeśli Kuba Dłoniak będzie częściej trafiał niż pudłował. Tak na marginesie, to problemy Rosy pod koszem sprawiają, że dużo minut spędzi na parkiecie Damian Jeszke. A to z kolei oznacza, że czekają nas pojedynki (być może nawet twarzą w twarz) dwóch najzdolniejszych graczy rocznika 1995 – Jeszkego i Mikołaja Witlińskiego. I to wszystko w lidze, w której młodzież nie gra przez tabuny obcokrajowców

Bartosz Bielecki: 3-2 Rosa. Największymi atutami Anwilu w tej serii będą: przewaga własnego parkietu i coach Milija Bogicević, który już udowodnił, że jest w stanie zdziałać cuda. Szersza rotacja graczy jest jednak atutem przechylającym szalę na korzyść nieobliczalnej Rosy. Jeśli radomianie będą mogli liczyć na zmagającego się z urazem Kirka Archibeque'a choćby w dwóch-trzech meczach to powinni awansować do półfinału.

Michał Fałkowski: 3-1 Anwil. Typuję bardziej sercem, niż rozumem dlatego powiem tak… Im mniej meczów będzie miała ta seria, tym większe szanse na to, że wygra Anwil. Natomiast Rosa wygra wówczas, gdy będzie odwrotnie. Jeśli więc dojdzie do spotkania numer pięć, wówczas lepsi będą radomianie. Co ciekawie, według mnie to nie forma Kirka Archibeque’a (a nawet jego obecność lub absencja) będzie kluczowa dla losów tej serii. Prędzej pojedynek na rozegraniu: Jordan Callahan – Korie Lucious. Pytanie brzmi: który trener lepiej zapanuje nad swoim, momentami, jeźdźcem bez głowy?

czwartek, 01 maja 2014, michalfalkowski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: