Głównie, ale nie tylko, o koszykówce
Blog > Komentarze do wpisu

W trochę innej formie

Zastanawiałem się co opisać. Do tekstu podchodziłem trzy razy, za każdym czegoś brakowało, przede wszystkim trochę więcej czasu. Mam kilka pomysłów, głównie o koszykarzach w kontekście facebooka, tego jak postrzegają zwykłych kibiców, a także o prawach do wolności słowa w mediach społecznościowych. O tym jednak może kiedyś indziej.

Tym razem wpis nieco inny. Z braku konkretnego tematu, w telegraficznym skrócie ostatnie dni:

1) Razem z Krzyśkiem i Piotrkiem pojechaliśmy na mecz do Koszalina. Nadzieje nasze i prognozy były o tyle nieskonkretyzowane, że ponad pięciogodzinną podróż spędziliśmy głównie na a) czytaniu książki b) słuchaniu muzyki i wspominaniu kawałków z coraz to dłuższą brodą c) rozmowie na temat funkcjonowania klubu koszykarskiego na Facebooku, Twitterze czy Instagramie. Uznając przy tym, że ów margines w przypadku Anwilu Włocławek nie został jeszcze całkowicie zagospodarowany. Podróż powrotną dla odmiany spędziliśmy na a) psioczeniu na pecha, który prześladuje zespół oraz na b) wspominaniu wszystkich możliwych horrorów świata. Aż do momentu, w którym jeden z nas kazał się zamknąć, gdy wjechaliśmy w mgłę zupełnie in the middle of nowhere…

2) Rozmawialiśmy także o Gasperze Okornie. Przyznam, jest coś w słoweńskim trenerze, co nie pozwala go lubić. Prawdopodobnie jego naturalna buta i prowadzenie monologu/dialogu w stylu niegodzącym się na jakikolwiek sprzeciw. Pewnie słyszeliście/czytaliście już o tym, co na konferencji prasowej po meczu z AZS powiedział trener Milija Bogicević, zarzucając koszalinianom grę w stylu piłkarskim, nie koszykarskim (jeśli nie, zapraszam tutaj). Słyszeliście pewnie także odpowiedź Okorna (tutaj). I niby nic się nie stało. Trener odpowiedział trenerowi. Po chwili jednak trener odpowiedział mi.

Po meczu rozmawiałem sobie z Raymondem Sykesem (tutaj) i zapytałem go o zdanie na temat wypowiedzi trenera Anwilu. Niestety, słyszał to przechodzący obok Okorn i uznał, że ja pytam jego zawodnika o to, czy ten przypadkiem nie uważa, że przed chwilą to grał jednak w piłkę nożną, nie koszykówkę. Efekt błyskawiczny: zwrócenie mi uwagi, powtórzenie z siedem razy słowa provocation!, chęć odciągnięcia Amerykanina ode mnie… Trochę się namęczyłem zanim Słoweniec odpuścił, a wygrałem stwierdzeniem, że każdy ma prawo do własnej opinii, czyli zacytowałem… samego Okorna z tamtej konferencji. Generalnie jednak, nie podobają mi się takie gierki.

3) Skoro już jesteśmy przy Okornie. Uważam mimo wszystko, że to dobry trener, który nieźle reaguje na wydarzenia na parkiecie. Na pewno kojarzycie ten moment, w którym Słoweniec, chcąc wziąć czas, ślizga się i przewraca. Czy tylko ja zauważyłem, że reakcja trenera AZS była... naprawdę przytomna (reakcja, nie – przewrócenie się) i bardzo dobrze świadczy o nim, jako o szkoleniowcu? Ostatecznie Bogicević był szybszy o ułamek sekundy i tylko dlatego Anwil wybijał w kolejnej akcji piłkę z boku na połowie ataku. Gdyby szybszy był Okorn, włocławianie wprowadzaliby piłkę spod własnego kosza, tracąc pewnie z kilka sekund. Choć ostatecznie refleks Serba na nic zdał się Anwilowi.

4) Wracając do Sykesa. Zapytałem Amerykanina ile lat nie obcinał swoich imponujących dredów. Osiem. Po raz ostatni u fryzjera był w 2005 roku. Obetnie jak dobije do dekady, a więc za dwa lata.

5) Dla tych, co notorycznie psioczą na to, że Anwilowi brakuje tego czy tamtego. Włocławianie, gdybyście byli koszalinianami na meczach drużyny czytalibyście, albo raczej przeglądalibyście takie… hmm… coś:

Osiem stron z okładkami, krótkie teksty o niczym szczególnym, składy, brak jakiegokolwiek wywiadu, dużo reklam (trzy z ośmiu!), ładny papier i tyle.

6) A skoro już jesteśmy przy fotografiach. Prawdopodobnie takie miny mieliśmy z Krzyśkiem i Piotrkiem, gdy dwa metry od nas Dusko Katnić wpadł na wystawione biodro Artura Mielczarka:

Najgorsze, że to była ta sama noga, której kolano zawodnik miał skontuzjowane przed trzema laty. Nawet nie wiecie jak dobrze było zatem widzieć Serba rozgrzewającego się przed meczem z Asseco Gdynia. To wielka praca Dominika Narojczyka, że Katnić teoretycznie mógłby wystąpić w środę oraz że zagra ze Stelmetem Zielona Góra. Ale nie, oczywiście lepiej zarzucać człowiekowi, zupełnie bezpodstawnie i bez grama jakiekolwiek merytorycznej wiedzy, że to on jest winien wszystkim kontuzjom.

7) Przy okazji, skoro jesteśmy przy Dominiku. Rozmawiałem na temat serii anwilowych kontuzji z Łukaszem Sewerynem. W końcu pracowałem z wspomnianym trenerem przygotowania motorycznego i stwierdził krótko: Gdyby nie było Narojczyka w Anwilu, byłoby inaczej. Byłoby gorzej. Dodatkowo, zdradzę, że Paul Graham woli rehabilitować się we Włocławku niż wracać do USA, choć sam status Amerykanin cały czas jest w fazie to be solved.

8) A wiedzieliście, że Przemysław Frasunkiewicz wraca do koszykówki już w grudniu? Oczywiście w barwach Asseco Gdynia. Ciekawe, że choć oficjalnie nie jest jeszcze graczem tej drużyny, to jednak jego osoba znajduje się na oficjalnym (!) zdjęciu na ten sezon.

9) W meczu pucharowym 19 minut na parkiecie otrzymał Mikołaj Witliński. Dużo, niedużo, jak kto woli, sam Mikołaj był zadowolony, jak i trener Bogicević. 18-latek to wielki talent, o tym nie trzeba nikogo przekonywać, ale przed nim jeszcze ogrom pracy – również, a może przede wszystkim, w sferze mentalnej. On sam przyznaje, że nie ma w sobie cierpliwości i że wszystko chciałby na teraz, na już. Trenerów zadaniem jest dozować mu dorosłą koszykówkę w dawkach, które a) nadal pozwolą mu się rozwijać, ale jednocześnie b) nie pozwolą mu uwierzyć zbyt szybko, że jest królem parkietu. To, że w dotychczasowych zespołach juniorskich Witliński był w centrum nie oznacza, że tak musi być w dorosłym baskecie. Choć może. I sam zawodnik papiery ma, by tak właśnie się stało za kilka lat.

10) W środę 19 punktów rzucił Piotr Szczotka. Blać! musiał chyba zakrzyknąć siedzący na trybunach Igor Griszczuk, na myśl gdzie byłby w lidze wspomniany skrzydłowy Asseco Gdynia, gdyby grał w czasach, kiedy po parkiecie biegał były trener Anwilu. Szczotka, choć uważam go za stuprocentowego profesjonalistę, człowieka o wielkiej etyce pracy, pozytywnym podejściu i dużej boiskowej inteligencji, to symbol coraz niższego poziomu Tauron Basket Ligi. 32-latek jest liderem zespołu, choć akurat umiejętności czysto koszykarskie to jego najsłabsza strona.

11) O upadku ligi świadczy również fakt, że aż 80 procent z was (z 144 głosów) odpowiedziało, że gdyby Andrzej Pluta zdecydował się wrócić do basketu, to nadal byłby gwiazdą ligi. Ale jak się 20 lat harowało rzetelnie i systematycznie, to nic dziwnego, że i forma trzyma się kilka lat po odejściu na sportową emeryturę, i kibice nadal mają w pamięci jeden możliwy obrazek idola.

12) Wyjątkowo sporo linków wklejam w ten tekst. Przyczyna jest prosta i oczywista. Chciałbym, by moje teksty czytało jak najwięcej osób. Gdybym nie chciał być czytany, pisałbym do szuflady i choć generalnie uważam, że wskaźnik czytalności nie do końca jest odzwierciedleniem jakości treści, to jednak milej na duszy się robi, gdy ma się świadomość, że ów tekst dotarł do większego grona odbiorców, niż do mniejszego.

Tym bardziej 17 listopada, czyli w dniu dla mnie bardzo osobistym, kiedy wszyscy wokół mówią Tylko pomyśl życzenie!

No to życzenie w kontekście zawodowym właśnie pomyślałem, a rodzinne pozostawiam dla siebie.

niedziela, 17 listopada 2013, michalfalkowski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: