Głównie, ale nie tylko, o koszykówce
Blog > Komentarze do wpisu

Wytypowany wynik meczu

Bez przesady. Patrząc na obrazek powyżej, nie ma co posądzać mnie o umiejętność prorokowania. Ot, trafiłem. No dobra, mniej więcej trafiłem, bo przecież Czarni pokonali mistrza dziewięcioma a nie dziesięcioma punktami.

Swoją drogą, niezmiernie bawią mnie wszelkie prognozy i przewidywanie wyniku, w których sam zresztą od czasu do czasu uczestniczę, prowokując innych do wypowiedzi lub samemu będąc prowokowanym. Nie uważam tego bynajmniej jako coś negatywnego. Wręcz przeciwnie. Tyle, że po prostu mnie to bawi, bo nikt naprawdę nie ma zdolności przewidywania wydarzeń sportowych. To tylko czyste teoretyzowanie, aczkolwiek bardziej prawdopodobne w momencie, w którym zostało poprzedzone solidną porcją wiedzy: analizą, ale nie statystyk (!) – gry, przeczytaniem wywiadów, artykułów, rozmową z zawodnikami i trenerami.

Prawdopodobnie to był Ryszard Kapuściński, który powiedział mniej więcej: na jeden dobrze napisany tekst, przypada 10 przeczytanych. Zmieniając nieco stylistykę, ale nie zmieniając sensu: na jedną skuteczną prognozę, trzeba 10 różnych analiz.

Ja nie podjąłem się 10 różnych analiz przed meczem Energa Czarni – Stelmet. Niemniej obejrzałem wszystkie spotkania mistrzów Polski w tym sezonie i po prostu trafiłem. Miałem też na uwadze jednak pewien aspekt, ale o tym później. Teraz odważnie wysnuwam jeden wniosek: moim zdaniem problemem zielonogórzan nie są, jak to się często powtarza, słabi polscy zawodnicy. Problemem są słabi obcokrajowcy. Koniec wniosku.

Powszechnie mówi się: obcokrajowiec musi być dwa razy lepszy od gracza rodzimego, bo jeśli nie jest, lepiej zatrudnić krajana. Oczywiście, w wielu przypadkach i klubach jest to po prostu fikcja, niemniej ten górnolotny slogan jest nadal, przynajmniej na powierzchni funkcjonowania klubu, bardzo aktualny.

David Barlow, Craig Brackins, Erving Walker – tercet ten na chwilę obecną jest po prostu słaby. Ale czy słaby umiejętnościami? Nie, nie zrozumcie mnie źle. Australijczyk jest wybitnie statecznym i flegmatycznym koszykarzem, ale ja osobiście uważam, że i takie postacie mogą grać w koszykówkę i, ba, mogą być skuteczne. Czy Brackins zapomniał jak się gra w basket? Oczywiście, że nie. Nadal ma potencjał, nadal ma wszystkie te cechy, które pozwoliły mu dostać się do NBA. Walker? Trudno mówić, że TBL to za wysokie progi dla kogoś, kto grał już we Włoszech.

No to skoro tacy dobrzy to dlaczego tacy słabi? Otóż są słabi, bo nic nie wnoszą do gry. Są słabi bo trener Mihailo Uvalin nie ma kompletnie pomysłu na wykorzystanie ich na parkiecie. Są słabi ponieważ oczekuje się od nich zupełnie innej gry, niż pozwalają im na to ich umiejętności. Walker to strzelec z pozycji rozgrywającego i wydaje się – odpowiednia przeciwwaga dla Łukasza Koszarka. Jeśli jednak musi grać jak Koszarek, nic z tego nie będzie. Podobnie Brackins – to nie jest typowy środkowy, to skrzydłowy, który może być niezłym back-upem dla innych zawodników. Mam jednak wrażenie, że w Zielonej Górze widziano w nim, obok Christiana Eyengi, lidera zespołu. Barlow natomiast nie wydaje się by mógł wnieść do zespołu coś ponad dwie-trzy trójki w meczu. Ale i tę cechę można przekuć w argument poprzez zagrywkę pod tego koszykarza.

Trener Uvalin nie do końca, moim zdaniem, umie wykorzystać potencjał zawodników, których ma (jakby się dłużej zastanowić to nie dziwne, skoro część podsunął mu Walter Jeklin) w składzie, będąc tym samym całkowitym przeciwieństwem Andreja Urlepa. Nie ma nawet sensu tworzyć listy zawodników, którym Słoweniec zaufał, choć być może nie zaufałby im nikt inni, a ci później odpłacali się skutecznością na parkiecie (Kaha Shengelija – pozdrawiam!). I właśnie ta umiejętność Urlepa przyszła mi na myśl tuż przed meczem, gdy tweetowałem o zwycięstwie Czarnych. I choć wybuchu (to nie był wyskok, to wybuch!) formy Matuesza Jarmakowicza nie umiałbym przewidzieć, to jest właśnie idealny obrazek urlepowskiej ręki.

***

Właściciel Stelmetu Janusz Jasiński powiedział w jednym z wywiadów: A właśnie w tym roku nie będziemy mieli w zespole takich półbogów jakim był Walter. Mówię tu nie tylko o umiejętnościach sportowych, lecz także o całej otoczce. Nie będzie takich dominatorów, dlatego skład musi być szerszy. I szerszy rzeczywiście jest, tylko co z tego, skoro brak dominatorów oznacza w przypadku Stelmetu 2013/2014 również brak liderów w tym najbardziej płytkim rozumowaniu: lider to ktoś, kto bierze piłkę w ręce i wygrywa mecz(e). Taki był Walter Hodge, taki był Quinton Hosley. Takiego gracza próżno szukać obecnie w Zielonej Górze.

Zresztą, o polityce kadrowej mistrza Polski nie świadczy dobrze fakt, że ich obecnie najlepszy obcokrajowiec – Vladimir Dragicević – został zatrudniony za pięć dwunasta przed meczem o Superpuchar. Tak samo jak fakt, że R.T. Guinn oraz Russell Robinson zdążyli już zostać tego lata zatrudnieni oraz zwolnieni przez klub. Ups, to znaczy zwolnieni jeszcze nie – choć nie grają, nadal obciążają budżet klubu.

(Notabene - obaj podpisali gwarantowane kontrakty więc jeśli uprą się (a jeden już się uparł) i nie pójdą na żadne kompromisy, otrzymają od klubu całą gażę, którą mieli otrzymać)

***

Przy okazji – Stelmet to wielka klub-bolączka polskiej koszykówki. Tak słabego uczestnika Euroligi nie mieliśmy bowiem od lat, ale i tak nie ma w naszym kraju żadnej drużyny, która byłaby w stanie nawet nie tyle co grać skuteczniej (aczkolwiek trudno o jeszcze mniej skuteczną grę...) od zielonogórzan, co sprostać zadaniom logistyczno-administracyjnym. No bo kto? Turów zmuszony do gry w Czechach? Anwil bez lotniska czy wystarczająco dużej hali? A może Trefl z trzykrotnie mniejszym budżetem niż Stelmet? O innych, AZS czy właśnie Czarnych, nie ma co nawet wspominać.

A prognoz optymistycznych w tym kontekście, spinając tekst klamrą, nie widać nawet i po setkach analiz.

 

wtorek, 29 października 2013, michalfalkowski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/10/29 10:26:50
a jak za trudne typowanie wyników meczy, zawsze można pograc za prawdziwą kasę mrgreen.com